RSS
poniedziałek, 13 listopada 2017
Listy do M. 3

Ja bez żadnego trybu tym razem...nie będzie to recenzja ale luźna refleksja na dodatek nie tyle o filmie co o widzach-nie widzach.

Zobaczyłam właśnie informację podaną przez jeden z portali medialnych, że film "Listy do M.3" podbija kina i odnotował najlepsze w otwarcie w historii polskiego kina na przestrzeni ostatnich 30 lat. I to jest bardzo dobra wiadomość! Bo oznacza, że widzowie zamiast ukraść film w sieci kupili bilet i poszli do kina. Oczywiście uzasadniona jest dyskusja merytoryczna - czy film dobry, czy zły, czy się podoba, czy nie. Tymczasem pod postem z powyższą informacją wylało się wiadro pomyj i internetowo-forumowego gnojowiska. Ci, którzy filmu nie widzieli zwyzywali tych, którzy poszli od debili, tępaków, ćwoków i ostatnich chamideł. Ci, którzy film widzieli a mieli odwagę się przyznać odwzajemnili się mniej więcej tym samym. Tak zwanych "dyskusji" i komentarzy pod tematami polityczno-obyczajowymi nie czytam już od dawna. Ale serio?! tu też?! Pod sympatycznym newsem o świątecznej, lekkiej bajkowej komedii?! Tu też musimy sobie nawzajem urządzić polskie piekiełko? Obrzucić gnojem? Zwyzywać od najgorszych? Oczywiście najbardziej agresywni i zajadli w jednym zdaniu rzucali gównem w tych którzy na film poszli, zaznaczając przy tym, że oni w życiu, nigdy na taki chłam, oni tylko kino artystyczne i kultura wysoka. Hmmm.....no mam tu głęboki dysonans poznawczy...co najmniej.

A sam film jest przesympatyczny! Byłam - widziałam! Duet Adamczyk-Dygant rozśmiesza i rozczula jednocześnie. I naprawdę można odpocząć oglądając ten kolorowy-baśniowy świat. Ktoś może lubić, ktoś nie. Ludzie! Wyluzujcie! Znam kino z wysokiej półki z racji studiów kulturoznawczych grubo ponad przeciętną, potrafię odróżnić film dobry (merytorycznie! fachowo!) od złego. Potrafię przyporządkować gatunkowo, opisać, zinterpretować, omówić. Potrafię bez mrugnięcia okiem skrytykować twórcę za gniota. Ale co innego krytykować zły film, słabą książkę, mizerny spektakl teatralny a co innego pluć na innych tylko dlatego, że lubią oglądać rzeczy inne niż ja. 

Przeraziła mnie skala schamienia, zwulgaryzowania i zwykłej miernoty pseudo-dyskusji rzekomo o filmie. Przykre i przerażające jednocześnie. 

Listy do M.3, reż. Tomasz Konecki

23:31, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
Wataha 2 sezon

To, że HBO wie jak robić seriale wiemy nie od dziś, ale sformułowanie - znakomity polski serial - to niemalże oksymoron. Tymczasem już pierwszy sezon "Watahy" udowodnił, że potrafimy zrobić świetny serial! 

Drugi sezon był moim zdaniem jeszcze lepszy!  Po czterech latach wracamy w Bieszczady; na granicy polsko-ukraińskiej nadal kwitnie przemyt wszystkiego łącznie z ludźmi, straż graniczna w jednej z rutynowych akcji natrafia na zbiorową mogiłę przemycanych przez granicę uciekinierów. Do akcji wkracza prokurator Dobosz (świetna Aleksandra Popławska), pomaga jej Rebrow (rewelacyjny Leszek Lichota) ukrywający się w ukraińskich lasach. Nowa opowieść ściśle związana jest z niezamkniętymi watkami z pierwszego sezonu. 

Historia opowiedziana jest gładko, bez jednej mielizny, trzyma w napięciu do końca. Aktorzy grają koncertowo! Zdjęcia dzikich Bieszczad zapierają dech a muzyka stanowi nie tylko tło. Lekko przeraża aktualność i prawdopodobieństwo wydarzeń, ale to wynik znakomitego osadzenia opowieści w rzeczywistości. Postaci są wiarygodne, pełnokrwiste, wielowymiarowe - napisane zgodnie z zasadą, że "czasem dobrzy ludzie robią złe rzeczy". Nie ma taniego moralizatorstwa, jest za to mocna, dobra serialowa opowieść. 

Brawa dla całej ekipy! Rewelacja! 

Oba sezony dostępne są na HBO GO - polecam gorąco! 

Wataha, HBO Polska

 

15:44, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 listopada 2017
Pewnego razu w listopadzie

Wiadomo, że listopad to najgorszy i najbrzydszy miesiąc w roku. Andrzej Jakimowski w swoim najnowszym filmie: "Pewnego razu w listopadzie" pokazuje to z całą mocą. I bynajmniej nie chodzi jedynie o wszechobecne błoto, mglistą zawiesinę, zimny deszcz i ołowianą szarość. Jakimowski snuje straszną filmową baśń, która równie dobrze mogła by być rasowym reportażem.

Fabuła jest prosta - była nauczycielka eksmitowana na bruk (Agata Kulesza) tuła się po Warszawie z dorosłym synem - studentem prawa (sic!) (Grzegorz Palkowski) i psem przybłędą. Noce spędzają w noclegowniach lub rozwalających się domkach na ogródkach działkowych a dnie w jednym ze squatów w Śródmieściu. Tenże squat w 2013 roku został zaatakowany przez uczestników Marszu Niepodległości. W stronę budynku poleciały wtedy kamienie, race, płyty chodnikowe, butelki z benzyną...

Film jest przygnębiający, wręcz dołujący. Świat, jaki reżyser pokazuje to przedsionek piekła -miejsce w którym ani przez chwilę nie chce się być. To świat urzędniczej bezduszności, okrucieństwa, przemocy, agresji. To film mocno antysystemowy - struktury państwa nie działają, stają się opresyjne wobec obywateli, policja nie potrafi ochronić atakowanych, urzędnicy niszczą ludzi a wykluczenie jest wyrokiem - nie ma jak wrócić do systemu, zresztą sami wykluczeni nie chcą do niego wracać widząc jego niewydolność. 

Obraz społeczeństwa - spolaryzowanego do granic możliwości, brutalnego, agresywnego, ziejącego nienawiścią - przyprawia o mdłości. Ohydny buro-błotny krajobraz zamienia się stopniowo w biało-czerwony pochód zamaskowanych ludzi wykrzykujących swoje hasła i rzucających race. Główni bohaterowie gdzieś zniknęli. W gruncie rzeczy nie byli ważni - zepchnięci na margines przez społeczeństwo, wykluczeni, pozbawieni praw rozpłynęli się gdzieś w tej niedopowiedzianej historii....

Pewnego razu w listopadzie, reż. Andrzej Jakimowski

 

 

 

22:14, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 września 2012
Alpy

„Alpy” to kolejny pokazywany w Polsce obraz Giorgiosa Lanthimosa po filmach "Kieł" i "Attenberg".  Nie znoszę jego filmów. Oglądanie ich jest dla jedną wielką męczarnią. Co nie zmienia faktu, że grecka Nowa Fala jest niezwykle ważnym nurtem w kinie europejskim. A filmy Lathimosa znać warto.

Za co nie znoszę i cenię jednocześnie Lathimosa? Za to, że pokazuje pulsujące pod wydawałoby się normalnym, przeciętnym życiem swoich bohaterów nienormalne i patologiczne otchłanie. I każe widzowi zanurzać się w tę przerażającą psychopatyczną rzeczywistość. Nic w tym przyjemnego. Ale nikt nie obiecywał, że wartościowe kino ma być przyjemne. Nie o rozrywkę tu bynajmniej chodzi.

Co tym razem?

Tym razem Lathimos każe nam przypatrywać się grupie ludzi; pielęgniarka, sanitariusz, młodziutka gimnastyczka i jej trener z pozoru wiodą zwykłe życie. Z pozoru. Utworzyli oni bowiem grupę niezwykłych dublerów, tytułowe „Alpy”, której zadaniem jest wcielanie się w postaci zmarłych, odgrywanie ich ról i zastępowanie ich bliskim. Udając zmarłych prowadzą podwójne, potrójne, poczwórne życie.  Właściwie nie wiadomo do końca, które z nich jest prawdziwe. Grupie przywodzi okrutny i despotyczny sanitariusz. Jak to u Lathimosa nie wiemy zbyt wiele; ani skąd wziął się pomysł na takie makabryczne zajęcie, ani jak długo grupa działa, jak się to wszystko zaczęło i czemu tak naprawdę ma służyć. Reżyser pokazuje kawałek wykreowanej przedziwnej sytuacji, skrzywienia emocjonalnego, zachowań psychopatycznych. Pokazuje i niczego nie tłumacząc, nie uzasadniając ani nie racjonalizując poddaje w wątpliwość porządek rzeczy i zostawia z tym widza sam na sam.

„Alpy”, reż. Giorgios Lanthimos





21:44, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 sierpnia 2012
Zakochani w Rzymie

 

Najnowszy film Mistrza nad Mistrzami wszedł właśnie  do kin. Tym razem Woody Allen zakochał się w Rzymie i tym razem jak niegdyś stanął po obu stronach kamery. 

To nie jest z pewnością mój ulubiony film Allena,  ale ma swoje smaczki i momenty. Całość ogląda się dobrze, zwłaszcza, ze i obsada jest wyborowa;  już dla samego Allena, Penelope Cruz czy Roberto Benigniego.  W filmie mamy to, za co kochamy Allena; poczucie humoru podszyte absurdem i groteską, stałe wątki miłości, zdrady i psychoanalizy, w tle piękne obrazki Rzymu a dodatkowo kilka gorzkich refleksji dotyczących starości i przemijania.  

Całość doprawiona cynicznym komentarzem dzisiejszych pustogłowych i jałowych czasów, w których roi się od celebrytów znanych z tego, że są znani. Ale nie są to narzekania starego dziadygi a raczej cyniczno-złośliwy komentarz mędrca, który widzi pustkę kolorowego świata. I mimo to, Allen jakoś tak ciepło uśmiecha się do widza tym filmem.

„Zakochani w Rzymie” reż. W.Allen. Lećcie do kin.

 

10:28, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45