RSS
niedziela, 31 grudnia 2017
Podsumowanie 2017

 

Poniżej lista moich tegorocznych NAJ. A na końcu KAKTUS, jeden, ale za to wielki! 

Teatr:  Agata Duda-Gracz zrobiła w poznańskim Teatrze Nowym rewelacyjny spektakl. „Będzie pani zadowolona, czyli ostatnie wesele we wsi Kamyk” to popis wspaniałej pracy zespołowej, która w żaden sposób nie tłumi indywidualnych rół-perełeczek. Cenię bardzo za formę i dyscyplinę sceniczną. Agata Duda-Gracz wypracowała swój specyficzny teatralny język, powtarzające się w wielu spektaklach motywy i środki wyrazu podkreślają oryginalność reżyserki. I choć jej teatr to nie do końca mój klimat to ciekawym dobrego, niebanalnego i artystycznego teatru poznańskie przedstawienie bardzo polecam.

Drugi spektakl, który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie to premierowe wystawienie „Makbeta” we wrocławskim teatrze Capitol również w reżyserii Agaty Dudy-Gracz. Bardzo ciekawa interpretacja (Lady Makbet rozgrzeszona i usprawiedliwiona?!) ale nade wszystko wspaniałe plastyczne ujęcie spektaklu, scenografia i choreografia zwalają z nóg; skąpany we krwi teatr, ruch sceniczny, ustawienie postaci – ach! Majstersztyk! No i cieszyło mnie, że po premierze – krytycy, widzowie, artyści – wszyscy kłóciliśmy się o sposób wystawienia i interpretację szekspirowskiego dzieła;  jaki to miły oddech od napęczniałych bieżącą polityką dyskusji i sporów okołoteatralnych męczących mnie i odrzucających na kilometr.

Zdecydowanym jednak zachwytem numer jeden jest „Mistrz i Małgorzata” Wojtka Kościelniaka z wrocławskiego Capitolu. Spektakl sprzed kilku już lat ale ja dopiero teraz mogłam się zgrać terminowo. I przepadłam zachwycona każdą sceną – jak to u Kościelniaka!

I jeszcze jeden teatralny fakt wart odnotowania – tegoroczna premiera „Aniołów w Ameryce” w londyńskim National Theatre (obejrzane retransmisje w Multikinie – świetny projekt!) uświadomiła mi po raz setny jak wielkim geniuszem jest Krzysztof Warlikowski. To banalne, prościutkie, pozbawione finezji londyńskie przedstawienie okrzyknięte tam wydarzeniem roku (sic!) nijak się ma do mistrzowskiego wystawienia naszych „Aniołów”.

 

Film:  „Zwierzęta nocy” Toma Forda to zdecydowany numer 1. Tuż obok rewelacyjny „T2 Trainspotting” Dannyego Boyla. Urzekł mnie też niemiecki kandydat do Oskara: „Toni Erdmann”, cenię laureata Złotej Palmy w Cannes „The Square”. Było jeszcze trochę dobrego kina, ale nie na tyle żeby się pchać na moje podium

W polskim kinie bezkonkurencyjnym obrazem dla mnie jest „Cicha noc” Piotra Domalewskiego z fantastyczną rolą Dawida Ogrodnika.

 

Książki:  „Shantaram” Davida Robertsa i długo, długo, bardzo długo nic co choćby zbliżyło się poziomem do tej genialnej powieści.

Wstrząsnęła mną lektura „Małego życia” Hanya Yanagihara i gdyby nie fakt, że czytałam tę książkę pod palmą na Teneryfie smażąc się w słońcu w lutym to nie wiem, czy dałabym radę dobrnąć do końca.

Z cyklu: „czytam po raz kolejny” powróciłam w tym roku do „Szatańskich wersetów” Salmana Rushdiego. Polecam tę metodę – literatura i sztuka powinny towarzyszyć nam na różnych etapach życia – można się zadziwić jak zupełnie inaczej odbiera się książki, filmy, obrazy, spektakle, muzykę…

Z kategorii „lekkie łatwe i przyjemne” z przyjemnością pochłonęłam 3 tomową sagę Kena Folleta: „Upadek Gigantów”, „Zima świata” i „Krawędź wieczności” oraz „Krew na śniegu” Jo Nesbo. Planowałam obejrzeć ekranizację tej ostatniej ale książka była tak dobra, że bałam się rozczarowania i zepsucia mi tej historii.

Poza beletrystyką dwie świetne pozycje: Historia Architektury (red.naukowa Denna Jones) cudna cegła od wydawnictwa Arkady – ogarnęłam jednym tchem od deski do deski ale będzie mi towarzyszyć już zawsze tyle tam wiedzy porządnie zebranej. Druga pozycja to książka z dziedziny historii – „Opcja niemiecka” Piotra Zychowicza. Mocno otwiera oczy na niekoniecznie oczywiste historyczne fakty.

 

Sztuka: Numerem jeden dla mnie jest zdecydowanie berlińska wystawa prac Banksy’ego. Warto było wybrać się do Berlina na tę wystawę i w ogóle do Berlina, bo akurat w moim przypadku obowiązuje zasada: „Berlina nigdy dość”

Duże wrażenie zrobiła też na mnie wystawa w BUW „Beksiński nieznany”, bo oprócz ikonicznych dzieł można było zobaczyć prace mniej oczywiste a dodatkowo zasmakować sztuki Beksińskiego w VirtualReality.

No i na koniec dwie świetne wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie:  „Miejska rewolta. Awangarda w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie” – jeszcze w styczniu czynna więc naprawdę warto się wybrać; zobaczyć „Szatana” Witkacego, „Ulicę” Marka Włodarskiego nawiązującą do poetyki Chagalla, czy „Mona Lizę w sleepingu” Jerzego Janischa. Obowiązkowo trzeba też zajrzeć na pięterko, gdzie otwarta została Galeria Wzornictwa Polskiego - cacuszko!

 

Architektura:  Doświadczanie architektury na żywo nie może równać się z niczym. W tym roku długo dochodziłam do siebie po wrażeniach zwiedzania dwóch katedr: w Sewilii i Toledo. Absolutnie zachwyciły mnie Real Alcazar w Sewilii, klasztor Jeronimo w Lizbonie – genialny przykład sztuki manuelińskiej, pałac papieski w Avignion i katedra we Florencji. Natomiast absolutnym rzutem na kolana, były mozaiki w San Vitale i Bazylika Sant’Apollinare Nuovo w Rawennie.

 

Seriale: Rozsmakowuje się w tych dobrych. Boleśnie ranią i strasznie złoszczą mnie gnioty. W tym roku zachwyciły:  Twin Peaks 2017, Babylon Berlin, Suburra, Westworld, The Young Pope a z polskich świetny drugi sezon „Watahy”.

 

Muzyka:  Muzyka z serialu „Babylon Berlin” opętała mnie;  34 utwory, 2 godziny rewelacyjnej muzyki swingująco-jazzującej w klimacie lat 20-tych. Ach! Album: Bar Jazz Classics, New York Jazz Lounge – boskość!

 

Wszystko co powyżej polecam jako wartościowe, znakomite bądź dobre w swoich kategoriach. W każdej z nich było dużo więcej przeczytanych, obejrzanych, doświadczonych  - ale te wybrałam jako NAJwiększe doznania i inspiracje 2017.  

 

A na koniec nieszczęsny KAKTUS. Czyli moje antywyróżnienie. Dno dna. Upadek. Masakracja intelektu.  ZUO. W tym roku nie miałam najmniejszych wątpliwości:  „Botoks” Patryka Vegi zgarnia wszystkie kaktusy jakie potrafię sobie wyobrazić.

13:31, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 grudnia 2017
Piloci, Teatr Roma

Najnowsza produkcja warszawskiego teatru Roma to zrealizowane z wielkim rozmachem widowisko; show, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Multimedialny spektakl oszałamia efektami specjalnymi (kto był ten poczuł ogień wybuchu samolotu), imponującymi scenami zbiorowymi, tańcem, piórami, samolotami, samochodami, światłem, projekcjami filmowymi, strojami, rekwizytami z epoki...

Reżyser i twórca spektaklu Wojciech Kępczyński opowiedział swoją wizję walki polskich pilotów w RAFie, jak sam mówi nosił się z zamiarem podjęcia tego tematu od lat. Zrobił spektakl niezwykły, taki który zapada w pamięć i z pewnością wielu widzów wprawi w zachwyt.

Mnie – zupełnie jak Gałkiewicza – nie zachwyca.  Jestem wychowana na twórczości Wojtka Kościelniaka i to on wyrobił we mnie gust i smak teatru muzycznego. Za dużo tu fajerwerków a zdecydowanie za mało artystycznych doznań, ale trzy sceny doceniam; świetnego Marcina Wortmanna w scenie w szpitalu – rewelacja! Duże brawa za humor i dystans za song Lorda o angielskiej herbacie no i moja osobista słabość; tańce, pióra i podświetlone schody sceny w Moulin Rouge. To tyle dla mnie. Ale „Pilotom” oddać należy sprawiedliwość – to spektakl na wskroś uczciwy, nie udający, że jest czymś więcej niż fantastycznym, dopracowanym w każdym szczególe muzycznym widowiskiem. „Pilotów” zrobił zespół wysokiej klasy profesjonalistów, dążących do perfekcji rzemiosła. I za to chwała. I za to brawa.

 

„Piloci”, reż. Wojciech Kępczyński, Teatr Roma

21:40, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 grudnia 2017
Cicha noc, reż. Piotr Domalewski

To nie jest Wigilia odpicowana jak na Instagramie (swoją drogą niektóre zdjęcia na Insta wprawiają mnie w konfuzję – znacie kogoś kto pije poranną kawę w łóżku obłożony szyszkami, łańcuchami choinkowymi i lampkami? Yyyy…Ale nie o to, nie o to). Ta filmowa Wigilia bynajmniej nie jest też cicha, ani święta ani nie niesie pokoju. Zgadza się tylko noc.

Piotr Domalewski zrobił film bolesny, prawdziwy, bez znieczulenia. Oglądanie go to jak dotykanie językiem bolącego zęba. To jest dobrze napisane, dobrze poprowadzone narracyjnie no i ….rewelacyjnie zagrane!

Dawid Ogrodnik, w którego talencie zakochałam się po „Chce się żyć” i teatralnym „Nietoperzu”  po raz kolejny kreuje rolę doskonałą. Tu gra spokojnie, oszczędnie, ograniczając środki do minimum i dzięki temu uzyskuje wiarygodną, prawdziwą postać chłopaka z prowincji, który chce lepszego życia. Historia jest bardzo prosta; Adam pracuje w Holandii, aby zapewnić tam sobie lepszy start i zostać na zawsze postanawia sprzedać dom i działkę po dziadku. Jego wigilijna misja to przekonać do tego pomysłu ojca, brata i siostrę. Koniec historii. O nie! To dopiero jej początek.

Obok rewelacyjnego Ogrodnika (Nagroda w Gdyni dla najlepszego aktora) mamy świetnego Arkadiusza Jakubika, Agnieszkę Suchorę, Jowitę Budnik (co to jest za aktorzyca! Ma dwa zdania w tle powiedzieć a i tak przez połowę scen patrzy się na nią!) i Tomka Schuchardta, który bardzo przekonująco zebrał w sobie wszystkie cechy nielubianych szwagrów.  

Świetny film! Zrobiony prawdziwie; polska wigilia z ukradzioną z lasu choinką, sałatką jarzynową podlewaną obficie wódeczką, błotem po kostki w rozwalającym się obejściu, pretensjami do innych, że mają lepsze życie....

 

„Cicha noc”, Piotr Domalewski, Najlepszy Film Złote Lwy w Gdyni 2017

11:41, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 grudnia 2017
Mistrz i Małgorzata, Teatr Capitol Wrocław

Arcy!!! „Mistrz i Małgorzata” Wojtka Kościelniaka we wrocławskim teatrze Capitol. Uwielbiam Wojtka Kościelniaka – nie raz już rozłożył mnie swoimi inscenizacjami na łopatki. Podobnie jest z jego „Mistrzem i Małgorzatą”. Wszystko jest arcy! Wszystko doskonałe! Wszystko zachwyca: pomysł na interpretację i inscenizację sceniczną, muzyka,choreografia, scenografia no i rzecz jasna gra aktorska:

Mariusz Kiljan jest cudowny, wręcz do zjedzenia jako Poeta Iwan Bezdomny, a scena w domu wariatów to istne cacuszko! Fantastyczny Tomasz Wysocki w roli Wolanda, prześwietny Błażej Wójcik jako Korowiow, znakomita Ewelina Adamska-Porczyk jako demoniczna Hella! Brawa, brawa, brawa!

Całość poprowadzona na równym, wysokim poziomie pozwala zatopić się  w tę wielowątkową opowieść i pozostać z wieloma niesamowitymi scenami pod powieką. Przenieść Bułhakowa na scenę i nie polec – to bardzo dużo. Przenieść Bułhakowa na scenę i zwyciężyć – to szacunek, uznanie i podziw!

Spektakl jest oszałamiający, genialny! Po wyjściu natychmiast ma się ochotę wrócić raz jeszcze. Co też wkrótce uczynię.

Bardzo, bardzo polecam:  „Mistrz i Małgorzata”, reż. Wojciech Kościelniak, Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

22:17, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 listopada 2017
Trzej Muszkieterowie, Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Do „Trzech Muszkieterów” wracam z lubością od zawsze. To jedna z moich ulubionych historii ever. Tym bardziej byłam ciekawa w jaki sposób do jej opowiedzenia językiem muzycznego teatru podszedł Konrad Imiela. Spodziewałam się zapierającego dech widowiska, brawurowych choreografii, pysznej scenerii i porywającej muzyki. Miało być z rozmachem, miało być błyskotliwie, miało być pięknie! Tymczasem dostałam czterogodzinne rozlazłe i nudne przedstawienie, którego nie jest w stanie wybronić kilka świetnych scen i raptem dwie wybijająca się ponad przeciętną role. Na zajęciach z wiedzy o teatrze wbijano mi do głowy, że jednej rzeczy twórcom spektaklu wybaczyć nigdy nie można – nudy. A tutaj niestety zbrodnia zanudzania popełniona została z pełną premedytacją, bo kto jak kto – ale Imiela wie jak się robi dobry muzyczny teatr.  

Co poszło nie tak? Według mnie wszystko. Nic tu się nie składa – streszczanie całości historii, którą wszyscy w różnych wydaniach znają  wydłuża niemiłosiernie całość, muzyka jest co najmniej nijaka (oprócz świetnego „Król wydaje bal”), aktorzy o zgrozo nie trafiają w nutki,  choreografia zdaje się wołać z każdej strony „Heeej! Ta historia ma potencjał! To opowieść płaszcza i szpady! To przepych dworu Ludwika XIII -dajcie poszaleć!”” …no niestety jest to potencjał całkowicie niewykorzystany. Dwie sceny są jednak absolutnymi perełkami:  surrealistyczne sceny gry w tenisa i śmierci Buckinghama. 

Scenografia jest bardziej niż biedna wręcz żenująco niegodna tak wspaniałego gmachu jakim jest wrocławski teatr Capitol.

Sprawiedliwie pochwalić należy dwie wybijające się kreacje aktorskie. Absolutnie niespodziewanie scenę kradnie Andrzej Gałła w roli Pana Bonacieux – nosz perełeczka! Brawa! I mocno na tle ogólnej mizerii wyróżnia się Błażej Wójcik w roli demonicznego Kardynała Richelieu. Ukłony!

Szkoda, szkoda, szkoda. Żałuję, bo liczyłam, że to będzie jedno z tych przedstawień, które będę oglądać po wielokroć, przez lata, aż do zejścia z afisza. Podziękuję po pierwszym obejrzeniu. I tylko żal tej niewykorzystanej szansy

Trzej Muszkieterowie, reż. Konrad Imiela, Teatr Muzyczny Capitol 

11:36, klaudia_biernacka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46